Program edukacyjny:

Czy mężczyźni mogą jeść soję?

Słowa Kluczowe:

Autorzy:

  • dr Magdalena Golachowska
Temat jest równie kontrowersyjny co oparty na wielu nieścisłościach. A i w nauce jest wiele sprzecznych publikacji. Tak po prawdzie – wciąż trudno powiedzieć jednoznacznie (zresztą jak we wszystkim w fizjologii), czy jedząc soję (białko sojowe) jesteśmy narażeni na działanie fitoestrogenów, czy nie. Jest tyle czynników, które na to wpływają, że trudno uściślić.

Czy picie mleka sojowego, używanie sosu sojowego, ma wpływ na poziom testosteronu?

Trochę biochemii

W roślinach obecne są formy glikozylowane fitoestrogenów: genistina, dadzina. Te formy są zupełnie nieaktywne i nie wywierają żadnego wpływu, ponieważ nie są trawione ani wchłaniane przez jelito. Formą aktywną są tzw. aglikony, czyli powyższe związki pozbawione reszt cukrowych: genisteina i dadzeina. One faktycznie są przez organizm człowieka metabolizowane, wchłaniane, przechodzą do krwi i mogą mimikować działanie naturalnego estrogenu, czyli łączyć się z jego receptorami (głównie dadzeina, której jest dużo mniej). Aglikony izoflawonoidów nie są steroidami – ale je mimikują. Tak jak stewia czy ksylitol nie jest cukrem, a pobudza receptory słodkiego.

Czyli po zjedzeniu soi (glikonów) nic się nie stanie, zostaną usunięte z kałem.

Czego nie może człowiek, mogą bakterie

Aglikony powstają przez odcięcie reszty cukrowej przez bardzo specyficzny enzym: beta-glukozydazę, której sam człowiek nie wytwarza.

Ale enzym ten produkują niektóre bakterie. Czyli w produktach sojowych fermentowanych (miso, tempeh, natto, kuros, sos sojowy) może być więcej aglikonów. Może się także zdarzyć, że jeśli ktoś ma specyficzną florę bakteryjną w jelicie, to po zjedzeniu produktów sojowych jego bakterie mogą w niewielkich ilościach zhydrolizować to wiązanie i uwolnić aktywny metabolit. Co ważne – nie wszyscy ludzie mają taką florę jelitową i nie wszyscy będą produkować aglikony po zjedzeniu soi. Nauka jeszcze nie potrafi tego przewidzieć. Można jedynie zrobić eksperyment: podać danej osobie posiłek sojowy i mierzyć ilość pojawiających się aglikonów we krwi. Szacuje się, że tylko 25-30% populacji dorosłych żyjących w krajach Zachodu może wytwarzać aglikony w porównaniu do 50-60% dorosłych Azjatów. Według mnie jest to jeszcze mniej, ponieważ standardowe żywienie w krajach zachodnich jest bardzo szkodliwe dla flory bakteryjnej, niestety.

W tabletkach dla kobiet po menopauzie (HRT) są już wyizolowane aglikony, wytworzone przez dodanie enzymu beta-glukozydazy, wyprodukowanego przez bakterie (dokładnie tak, jak dodawanie do sera podpuszczki mikrobiologicznej). Efekt mimikujący estrogeny ma głównie daidzeina, która jest metabolizowana u człowieka do tzw. S-equolu.

Inna rzecz, że zawartość izoflawonów różni się w różnych gatunkach soi, a gatunki uprawiane masowo (szybkie i intensywne uprawy) raczej są ubogie w te związki.

Mimo wszystko – różnimy się.

Większość badań naukowych na temat zmian hormonalnych po jedzeniu soi była przeprowadzana na populacjach azjatyckich, żywiących się produktami fermentowanymi ze specyficznych gatunków soi – nic więc dziwnego, że efekt był. Inna flora bakteryjna i jedzenie aglikonów sprzyja szybkiemu podniesieniu stężenia fitoestrogenów we krwi.

Na zachodzie soja fermentowana jest rzadko spotykana w sklepach, restauracjach czy domowym jedzeniu. Raczej jemy mleko sojowe, tofu, bądź izolaty białek sojowych – a one są zupełnie bezpieczne i nie wywierają efektu hormonalnego. Mogą być elementem żywienia dla chłopców i dziewczynek, młodych, dorosłych i starszych.
Nawet spożycie białek sojowych w odżywkach dla sportowców (w izolatach białkowych jest raczej niewiele innych składników) nie będzie wywierało żadnych drastycznych efektów na poziom testosteronu, nie zmieni też poziomu estradiolu u mężczyzn.
Efekty u sportowców spożywających białko sojowe i serwatkowe są różne, ale nie przez hamujące działanie soi, tylko poprzez anaboliczne działanie serwatki. Porównując białka soi do białek jajka czy izolatów białek mięśniowych z np. wołowiny – różnicy w efektach już nie będzie.

Soja jest bezpieczna

Podsumowując – spożywanie standardowych produktów sojowych przez trenujących chłopców i mężczyzn jest bezpieczne. Jeśli raz na jakiś czas zjemy sos sojowy lub tempeh też się nic nie stanie – ważne by nie były to duże ilości i codziennie.

Kto może korzystać z białek sojowych?
Weganie i wegetarianie, osoby z dną moczanową, osoby, które z różnych przyczyn nie mogą spożywać produktów mlecznych (laktoza, kazeina, serwatka).

Czy modyfikacje genetyczne mają znaczenie?
O tym szczegółowo napiszemy w innym artykule, ale mówiąc w skrócie – nie, to nie ma znaczenia. Wbrew pozorom GMO są lepiej przebadane, zawierają mniej chemii i są niejednokrotnie dużo bezpieczniejsze niż warzywa, owoce, zboże, mięso z supermarketu o nieznanym pochodzeniu. Niezależnie co i skąd zjemy – wszystkie geny i tak zostają dokładnie poszatkowane i strawione przez enzymy trzustkowe.

Autorzy:

dr Magdalena Golachowska
dietetyk, specjalista psychodietetyki
Przetłumaczyła dwie książki dotyczące wpływu mikroflory jelitowej na zdrowie człowieka i skutków nadużywania antybiotyków: „ZDROWIE ZACZYNA SIĘ W BRZUCHU” J. i E. Sonnenburg (Galaktyka, 2015) „UTRACONE MIKROBY” M. Blaser (Galaktyka, 2016) Współpracuje z Klinika Termografii we Wrocławiu, organizacją Kobiety na Medal – bieganie dla kobiet, Fundacją Art of Living – Sztuka Oddechu, firmą WorkMed – Programy prozdrowotne dla firm, szwajcarską firmą NSA-Juice PLUS, Fundacją dla Kobiet Dobra Dusza, Polskim Stowarzyszeniem Chorych na Hashimoto.